Piękna jesteś moja przyjaciółko…

Oto jest kość z kości moich i ciało z mojego ciała! Ona zwać się będzie mężową, ponieważ z męża jest wzięta.

To ta Kobieta, którą mi dałeś, dała mi owoc z drzewa, a ja go zjadłem.

Ewa utraciła raj, a jej córki przyszły na świat poza pięknym ogrodem. Wygnane szukają swojej twarzy, pragną zatrzymać młodość… Od fatalnego upadku żyjemy na Wschód od Edenu – nie całkiem tam gdzie mieliśmy być. Obie płcie odczuwają to na swój sposób. Gdy Bóg stworzył Ewę, Adam nie mógł się opanować, żeby nie opiewać jej wierszem. Po upadku zaś próbuje obarczyć ją odpowiedzialnością za grzech.

Podobnie współczesne chrześcijaństwo pozbawiło kobietę jej chwały – jej piękna. Chwalenie kobiecego piękna nie jest popularne, za to wmówiono nam, że kobieta ma być skromna, pokorna, uległa i …nudna. Oczywiście, że to ona jest odpowiedzialna za grzech! Podobnie jak Adam męska część kościoła pragnąc ukryć swój grzech przerzuca odpowierdzialność na kobietę: to ona ma się skromnie nosić, by nie wystawiać porządnych mężczyzn na pokuszenie. To ona, kobieta którą mi dałeś…

Ona zaś chce się podobać, chce żeby na nią patrzono. Niestety kiedy się do tego zbliża zaczyna dokuczliwie odczuwać piętno nieczystości. Czy porządna (duchowa, dojrzała, …) chrześciajnka ma prawo się podobać? Czy może być seksowna? W kościołach ideał kobiety jest pozbawiony seksualnego piękna, fascynacji i tajemnicy. Kośiół wciska panie w długie kiece każe zakrywać ramiona i piętnuje podążanie za modą.

I tu, podobnie jak w poprzednich rozważaniach centrum odniesienia stanowi osoba Jezusa. Przy nim kobiety mogły i mogą być sobą. On nie miał problemów z własną seksualnością i potrafił wytrzymać chwałę kobiety, patrzeć na jej piękno bez porządania:

Pewien faryzeusz prosił Go kiedyś, by zasiadł wspólnie z nim do stołu. Wszedłszy tedy do domu faryzeusza, zasiadł do stołu. I oto pewna kobieta, znana w tej miejscowości ze swych grzechów, skoro się dowiedziała, że [Jezus] gości w domu faryzeusza, przyniosła w naczyniu alabastrowym wonny olejek, a potem, stanąwszy za Nim płacząc przy Jego stopach, zaczęła je obmywać łzami; potem wycierała je własnymi włosami, całowała i namaszczała olejkiem. A faryzeusz, który zaprosił Go, widząc to mówił sam do siebie: Gdyby On był prorokiem, to wiedziałby zapewne, kim i jaka jest ta kobieta, która Go dotyka; [wiedziałby] że jest grzesznicą. Jezus zaś rzekł do niego: Szymonie, mam ci coś do powiedzenia. A on na to: Mów, Nauczycielu! – pewien wierzyciel miał dwu dłużników: jeden był mu winien pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Ponieważ nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który kochał go za to więcej? Szymon odpowiadając rzekł: Sądzę, że ten, któremu darował więcej. I odrzekł Jezus: Słusznie osądziłeś. A zwróciwszy się w stronę kobiety, powiedział do Szymona: Widzisz tę kobietę? Gdy wszedłem do twego domu, nie podałeś Mi wody do nóg, a ona łzami obmyła Mi nogi i własnymi włosami je otarła. Ty Mi nie dałeś pocałunku, a ona, gdy tylko wszedłem, nie przestała całować Mi stóp. Nie namaściłeś Mi głowy [nawet] oliwą, a ona wonnym olejkiem namaściła moje stopy. Dlatego mówię ci: Są jej darowane liczne grzechy, bo okazała wielką miłość. Komu zaś mniej jest darowane, to znaczy, że zdobył się na mniejszą miłość. Do kobiety zaś powiedział: Odpuszczają ci się grzechy twoje. A ci, co siedzieli razem przy stole, poczęli mówić między sobą: Kimże On jest, że nawet grzechy odpuszcza? Tymczasem On powiedział do kobiety: Zbawiła cię wiara twoja, idź w pokoju.

Na potrzeby tego posta, główny sens i zastosowanie tego passusu pozostają poza moim zainteresowaniem. Intreresuje mnie jednak tło. Jezus i prostytutka. Mężczyzna i kobieta. Doskonały mężczyzna i upadła kobieta. Trzeba przyznać, że jest coś seksualnego w tym opisie. Ta, która namaszcza Chrystusowi stopy chce okazać mu miłość, jest jednak prostytutką, która zwykła zachowywać się nieprzyzwoicie. Jest ubarana jak prostytutka, jej zachowanie jest śmiało kobiece: namaszcza mu nogi, całuje go.

Prostytutki dobrze znają naturę męskiego upadku. Pomyśl jak musiały się przy Nim czuć: Nareszcie facet, który ich nie potępią, nie pożąda, ale o nie walczy i akceptuje ich kobiecość.

Biblijne prostytutki nosiły na sobie piętno. W omawianym tu przypadku odczuwamy to piętno (postawa faryzeusza), ale jest tam coś więcej, coś co pozwoliło tej kobiecie przejść ponad swoim społecznym uwarunkowaniem i dotrzeć do Jezusa. Czym różniła się prostytutka od porządnej kobiety? Nie należała do żadnego mężczyzny. Dlatego prostytutki mogły podróżować śladami Chrystusa. Dlatego wiele z nich go pokochało. Przy nim mogły być sobą, bo on zachowywał się jak należy: nie potępiał ich, nie porządał…

Kościół w obecnym jego kształcie przerażająco często narzuca kobietom niepisany zbiór zasad dotyczących przyzwoitości. Rzecz jasna owe zasady wyrastają ze środowiska męskiej dominacji podszytej lękiem i nie mają nic wspólnego z Bogiem. Jest to mocny dowód na istnienie w mężczyznach silnego uprzedzenia wobec kobiecej chwały. Mizoginia posiada przeróżne formy wyrazu. W środowiskach religijnych nie będzie się manifestowć stosowaniem przemocy wobec kobiet, lecz przybieże formę zakamuflowanej pobożności. Szczerze: nie potrafię wyobrazić sobie czegoś bardziej wstrętnego…

Piękno kobiety jest jej chwałą!

Problem polega na tym, że piękna kobieta jest zagrożeniem dla upadłego mężczyzny: obnaża jego słabość i wzbudza pożądanie. Tylko Jezus ma moc by pokonać uprzedzenie i objawić, że w przypadku kobiet świętość i piękno idą w parze.

Jeżeli kobieta jest obiektem fascynacji i pożądania to może to znaczyć, że albo jest bardzo daleko od swojej chwały, albo jest już naprawdę wolna. Różnica jest zarazem bardzo subtelna i zasadnicza.

Kobieta daleka od swojej chwały nie posiada siebie, nie jest sobą, a jej zachowanie może być nieprzyzwoite, wyuzdane.

Wolna kobieta odkryła siebie, wszystko co robi, jest naznaczone jej wyjątkowym pięknem. Kobieta wolna jest świadoma swojej seksualności, ale jej nie nadużywa.

To, co tu napisałem dotyczy kobiecego piękna, a nie wyuzdania. Oczywiście kategoria przyzwoitości jest szalenie ważna i nie twierdzę, że kobieta powinna zachowywać się nieprzyzwoicie. Powyższy tekst jest próbą przezwyciężenia świętoszkowatej definicji przyzwoitości, w nadziei na odnowienie kobiecego piękna i chwały.

Do kobiety namaszczającej stopy Jezusa trzeba jeszcze wrócić, ale to w innym poście…

I jeszcze jedno: Biblia daje nam głębokie objawienie świętego piękna. W Pieśni nad Pieśniami nie znajdziesz religijnej paplaniny, tylko odważne, zmysłowe piękno:

Całuj mnie pocałunkami ust twoich,
bo słodsza jest twoja miłość nad wino

Pociągnij mnie za sobą! Biegnijmy!
Wprowadź mnie, o królu do swojej komnaty;
Będziemy się cieszyć i radować tobą,
upajać się twoją miłością bardziej niż winem!

Feminizm w Biblii. Jezus i kobieta krwawiąca.

Pora zabrać się za temat. Na początek historia kobiety cierpiącej na upływ krwi. Podobnie jak wiele innych opowieści ewangelicznych, tak i ta relacja jest dobrze znana. Najczęstsza linia interpretacji zasadza się na podkreśleniu społeczno-religijnego statusu kobiety krwawiącej (Kapłańska 15). I choć jest to słuszny punkt wyjścia to nie jest on wystarczający…
Zwróćmy się do tekstu świętego:

Mateusza 9, 18-26

Gdy to do nich mówił, oto pewien przełożony [synagogi] przyszedł, złożył mu pokłon i rzekł: Córka moja dopiero co skonała, lecz pójdź, połóż na nią swą rękę, a ożyje. I wstał Jezus, i poszedł za nim wraz z uczniami swymi. A oto niewiasta, która od dwunastu lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się kraju szaty jego. Mówiła bowiem do siebie: Bylebym się tylko dotknęła szaty jego, będę uzdrowiona. A Jezus, obróciwszy się i ujrzawszy ją, rzekł: Ufaj, córko, wiara twoja uzdrowiła cię. I od tej chwili niewiasta była uzdrowiona. A gdy przyszedł Jezus do domu przełożonego i ujrzał flecistów oraz zgiełkliwy tłum, rzekł: Odejdźcie, bo nie umarła dziewczynka, lecz śpi. I naśmiewali się z niego. A gdy wygnano tłum, wszedł i ujął ją za rękę, i wstała dziewczynka. I rozeszła się wieść o tym po całej tamtej okolicy.

Marka 5, 21-43

A gdy się Jezus znowu przeprawił w łodzi na drugą stronę, zeszło się mnóstwo ludu do niego, a On był nad morzem. I przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair, a ujrzawszy go, przypadł mu do nóg. I błagał go usilnie, mówiąc: Córeczka moja kona, przyjdź, włóż na nią ręce, żeby odzyskała zdrowie i żyła. I poszedł z nim; i szedł za nim wielki tłum, i napierali na niego. A niewiasta, która od dwunastu lat miała krwotok i dużo ucierpiała od wielu lekarzy, i wydała wszystko, co miała, a nic jej nie pomogło, przeciwnie, raczej jej się pogorszyło, gdy usłyszała wieści o Jezusie, podeszła w tłumie z tyłu i dotknęła szaty jego, bo mówiła: Jeśli się dotknę choćby szaty jego, będę uzdrowiona. I zaraz ustał jej krwotok, i poczuła na ciele, że jest uleczona z tej dolegliwości. A Jezus poznawszy zaraz, że z niego moc uszła, zwrócił się do ludu i rzekł: Kto się dotknął szat moich? Na to rzekli mu uczniowie jego: Widzisz, że lud napiera na ciebie, a pytasz: Kto się mnie dotknął? I spojrzał wokoło, aby ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy owa niewiasta z bojaźnią i drżeniem, wiedząc, co się jej stało, przystąpiła, upadła przed nim i wyznała mu całą prawdę. A On jej rzekł: Córko, wiara twoja uzdrowiła cię, idź w pokoju i bądź uleczona z dolegliwości swojej. A gdy jeszcze mówił, nadeszli domownicy przełożonego synagogi i donieśli: Córka twoja umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Ale Jezus, usłyszawszy, co mówili, rzekł do przełożonego synagogi: Nie bój się, tylko wierz! I nie pozwolił nikomu iść z sobą, z wyjątkiem Piotra i Jakuba, i Jana, brata Jakuba. I przyszli do domu przełożonego synagogi, gdzie ujrzał zamieszanie i płaczących, i wielce zawodzących. A wszedłszy, rzekł im: Czemu czynicie zgiełk i płaczecie? Dziecię nie umarło, ale śpi. I wyśmiali go. Ale On, usunąwszy wszystkich, wziął z sobą ojca i matkę dziecięcia i tych, którzy z nim byli, i wszedł tam, gdzie leżało dziecię. I ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł jej: Talita kumi! Co znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań. I zaraz dziewczynka wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I wpadli w wielkie osłupienie i zachwyt. I przykazał im usilnie, aby się o tym nikt nie dowiedział. I powiedział, aby jej dano jeść.

Łukasza 8, 40-56

A gdy Jezus powrócił, przyjął go lud; wszyscy go bowiem oczekiwali. A oto przyszedł mąż, imieniem Jair, który był przełożonym synagogi, i padł do nóg Jezusa, i prosił go, aby wstąpił do jego domu, gdyż miał córkę, jedynaczkę, w wieku około dwunastu lat, a ta umierała. A gdy On szedł, tłumy cisnęły się do niego. A niewiasta, która miała krwotok od dwunastu lat i na lekarzy wydała całe swoje mienie, a nikt nie mógł jej uleczyć, podszedłszy z tyłu, dotknęła się kraju szaty jego, i natychmiast ustał jej krwotok. I rzekł Jezus: Kto się mnie dotknął? A gdy wszyscy się zapierali, rzekł Piotr: Mistrzu, tłumy cisną się do ciebie i tłoczą. Jezus zaś rzekł: Dotknął się mnie ktoś; poczułem bowiem, że moc wyszła ze mnie. A niewiasta, spostrzegłszy, że się nie może ukryć, podeszła z drżeniem i padłszy przed nim, oznajmiła przed całym ludem, z jakiego powodu się go dotknęła i jak natychmiast została uleczona. On zaś rzekł do niej: Córko, wiara twoja uzdrowiła cię, idź w pokoju. Gdy On jeszcze mówił, nadszedł ktoś od przełożonego synagogi, mówiąc: Umarła córka twoja, nie trudź już Nauczyciela. Jezus zaś, usłyszawszy to, odpowiedział mu: Nie bój się, tylko wierz, a będzie uzdrowiona. A przyszedłszy przed dom, nie pozwolił nikomu wejść z sobą, tylko Piotrowi, Janowi i Jakubowi, i ojcu, i matce dziecka. A wszyscy płakali i żałowali jej. On zaś rzekł: Nie płaczcie, nie umarła, lecz śpi. I wyśmiewali go, bo wiedzieli, że umarła. On zaś, ująwszy ją za rękę, zawołał głośno: Dziewczynko, wstań. I powrócił duch jej, i zaraz wstała, a On polecił, aby jej dano jeść. I wpadli w osłupienie jej rodzice; On zaś przykazał im, by nikomu nie mówili o tym, co się stało.

Jezus jest w drodze do domu Jaira, którego córeczka ciężko choruje. Całość interesującej nas narracji jest niejako wstawką do opisu wskrzeszenia dziewczynki.

Trzeba zaznaczyć, że natchnienie biblijne obejmuje też formę teksu, a nie tylko treść. Innymi słowy nie tylko to, co jest napisane, ale jak jest napisane. Postuluję, że historia kobiety krwawiącej jest jedną z kluczowych myśli Pisma jeśli chodzi o temat godności kobiety. Dlaczego tak ważka kwestia jest wciśnięta w doniesienie o wskrzeszeniu? Dotykamy tutaj czegoś szalenie istotnego, jesteśmy blisko Boga i objawienia jego serca. Nie należy tego traktować lekko. Być chrześcijaninem znaczy mieć pasję i pragnienie poznania Ojca. Możemy czuć pokusę żeby pójść z tematem dalej, ale…

Bóg chce się znami spotkać. Tu, teraz. Zachęcam Cię czytelniku do medytacji nad tą prawdą: Bóg chce teraz mówić do Ciebie. Jeśli to czujesz, oderwij się od czytania i skup się na Nim. On nie przychodzi w płomieniu, wichrze, trzęsieniu ziemi. Jego głos to łagodny powiew (1 Król 19, 11-13). Jego chwałą jest skrytość (Przy 25, 2; Mt 6, 1-6)…

Tak, Bóg ukrywa swoje skarby i sprawia, że ci którzy je znajdują są uszlachetniani przez prosces poszukiwania. Prawda o kobietach jest ukryta w świętym tekście. Jezus spotyka kobietę krwawiącą, odrzuconą, religijnie nieczystą, nikt nie mógł jej uleczyć. W tym miejscu powiem coś, arbitralnego bez odwoływania się do metody: Droga czytelniczko to ty jesteś tą kobietą. Masz zawsze pod górkę. Twoja droga jest zawsze trudniejsza. Szukasz siebie, próbujesz się odnaleźć w świecie męskiej dominacji. Jaka jest prawda o tobie? Czy chcesz ją usłyszeć? Czy szukasz wolności?

Kobieta krwawiąca wie, że krwawi. Nie godzi się z tą sytuacją. Walczy. Wydaje wszystkie swoje pieniądze. W końcu w tłumie jej wzrok pada na Niego: Jezus jest inny, On może ją uleczyć. Kobieta podchodzi do Niego z tyłu, nie chce być zauważona, tak bardzo przywykła do życia w odrzuceniu. Dotyka się jego szaty…

Wolność kosztuje. Nie jesteśmy na nią gotowi jeśli nie poświęcimy dla niej wszystkiego. Wolność przychodzi tylko przez osobisty kontakt z Jezusem. Jeśli chcesz być wolna musisz przezwyciężyć odrzucenie, poczucie niskiej wartości. Podejść do Jezusa w tłumie religijnych gapiów, którzy będą cię sądzić. W żadnym wypadku nie patrz na ich twarze, patrz na Niego! Jeśli to zrobisz czeka cię jeszcze jedna próba: Jaki On jest? Czy potraktuje cię tak jak inni? Musisz podjąć ryzyko ostatecznego odrzucenia. W głebi wiesz, że jeśli On Cię odrzuci to będzie koniec. W tym momencie ścierać się będą w Tobie wszelkie stereotypy dotczące Boga z prawdą o Nim.

Jaką wolność oferuje Ci Bóg? Myślę, że jest to niezmiernie ważne. Uwolnienie, które dostaniesz od Jezusa jest inne niż to, którego poszukujesz. Jest bardziej cudowne i bardziej przerażające. Popatrzmy:

natychmiast ustał jej krwotok – zmiana nastąpi od razu. Będzie permanentna, ale…

I rzekł Jezus: Kto się mnie dotknął? – Jezus nie pozwoli Ci pozostać w ukryciu, bedziesz musiała się przyznać do swojego nowego życia. I prawdopodobnie dla religijnego tłumu nadal pozostaniesz niecztstą. Ale to nie będzie mieć znaczenia wiara twoja uzdrowi Cię, a miłość która zostanie w twoim sercu będzie Cię popychać w stronę coraz bardziej desperackich aktów – zostaniesz Jego, nadal będziesz krwawić, ale to bedzie już nowa jakość.

Feminizm w Biblii. O metodzie raz jeszcze…

Po poprzednim poście miałem przejść do konkretów, ale wątek metodologiczny mi się nie zamknął. Przyznaję się do ignorancji: moja refleksja rodzi się niejako “obok” ogólnie dyskutowanego problemu. Nie czytam forów feministycznych, blogów (z wyjątkiem loni). Moje zainteresowanie tematem wynika z osobistego duchowego rozwoju, a mówienie o feminizmie jest dla mnie wtórne (okazuje się bowiem, że sprawa kobiet jest głośna, dyskutowana i umieszczona pod sztandarem feminizm). Termin ten podoba mi się, bo niesie w sobie myśl o walce w obronie godności kobiety, pokazuje, że coś jest nie tak. Z tego samego powodu nie jest on do końca adekwatny: sugeruje niejako, iż naruszona jest li i jedynie godność kobiety, że to kobiety głównie o cośtam walczą.

Poza tym podchodząc do zagadnienia z perspektywy wiary rezygnuję z obiektywności, albo raczej z pewnego rodzaju intersubiektywności. To znaczy postuluję istnienie wiedzy, która zdobywana dzięki wierze jest subiektywna (moja), jest to poznanie-wiary, które wymyka się naukowości. Piszę o tym, żeby od razu zastrzec sobie prawo do nietłumaczenia się skąd wziąłem pewne wątki.

Biblię obieram jako źródło moich rozpraw i to z niej spróbuję wyczytać to, co będę tu przedstawiał. Całemu mojemu pisaniu będzie towarzyszyć założenie o jej natchnieniu oraz o specyficznej kondycji duchowej wymaganej od potencjalnego czytelnika tekstu świętego. Biblia jest bowiem cudowną księgą – mimo, że sztab naukowców rozdziera ją na czynniki pierwsze ona, jakby posiadając swój intelekt, bada czytelników i decyduje czy się “otworzyć”. Jest to bardzo bezpieczne, bo choć wiedza-wiary jest zawsze dawana na zasadzie łaski (nie możesz sobie na nią zasłużyć, nie jesteś lepszy jeśli ją masz) i objawienia (Boskiego olśnienia), to Boskie jej pochodzenie uszlachetnia poszukiwacza i domaga się od niego świętości…

Tutaj mała dygresja: kiedy wyjrzałem na świat i poczytałem sobie np. lonię byłem zdziwiony, że zgadzam się z całą masą jej uwag i spostrzerzeń. Nie neguję dociekań zdrowego rozsądku czy nauki, ale świadomie wybieram inną perspektywę.

Natomiast poznanie naukowe może, ale nie musi dotykać duchowej kondycji badacza i to mnie niepokoi. Boli mnie gmeranie w tak delikatnej materii przez ludzi rozdartych raną nieprzebaczenia. Boję się, że rzeczowa, merytoryczna polemika niewiele zmieni. Jeśli chodzi o sprawy dotyczące serca wolę je powierzyć Ekspertowi. Lonia podejmując temat dziwi się lękowi, który mu towarzyszy w kręgach kościelnych. I cóż powiedzieć? Trzeba wyraźnie nazwać grzech podziału, trzeba się przyznać: tak ja jako facet jestem też odpowiedzialny za ból kobiet. Wyznanie grzechów i pokuta otwierają na prawdę, która wyzwala i w konsekwencji daje autorytet do uzdrawiania innych. To stara zasada: śmierć niesie śmierć, co narodziło się z ciała ciałem pozostaje, Duch niesie życie i prawdę, a Chrystus przyszedł i umarł za nas, bo nie było dla nas nadziei, bo sami nie możemy się ocalić, bo na własną rękę nie odkręcimy edenowego upadku…

I znów: nie znaczy, że lata, w których ruch feministyczny działał nic nie dały, nie znaczy, że kwestionuję wyzwolenie, które przeżyły kobiety poza kościołem. Chodzi mi raczej o to, że nadszedł czas na to, żeby kościół zaczął wieść prym w misji wyzwalania jeńców, burzenia warowni (tak warowni – charyzmatyk ze mnie wychodzi) i głoszenia dobrej nowiny. Na koniec sugeruję medytację nad starożytną modlitwą:

Ojcze nasz, któryś jest w niebie, niech się święci Twoje Imię, niech przyjdzie Twoje królestwo, niech spełnia się Twoja wola na ziemi, tak jak w niebie…

Nadchodzi czas, w którym panowanie Boga na ziemi zmiecie i usunie cały nasz brud. Jesteśmy powołani do tego, żeby proroczo uobecniać atmosferę Królestwa Boga tam gdzie jesteśmy, żeby wstawienniczo nie zgadzać się na zło, żeby wołać: przyjdź Panie Jezu!

Feminizm w Biblii. Warsztat i metoda.

W poprzednim poście pisałem, że powód, dla którego istnieje ruch feministyczny jest istotny i przynależy do spraw, o których traktuje Biblia.

Tu należy przerwać i pochylić się nieco nad Pismem Świętym oraz tym czym ono jest (i czym nie jest). Świadomy jestem, że podejmując ten temat wchodzę w obszary, w których rwie się ortodoksja, w których fundamentalistyczne podejście do Słowa owocuje lękliwymi koncepcjami Boga.

Nie chcąc utknąć w tematyce natchnienia Pisma, jest to bowiem odrębny temat, pragnę zaznaczyć tylko dwie rzeczy (istotne przy zmaganiu się z zagadnieniem godności kobiety i mężczyzny):

  1. Powstanie Biblii to fenomen Bosko-ludzki.
    Duch Święty pracując w sercach oddanych mu ludzi pobudzał ich do pisania, ale przy tym ich nie gwałcił. Co przez to rozumiem? Natchnieni pisarze pisali swoim językiem, pozostając w swoich kulturowych granicach z ich bogactwem, ograniczeniami i uprzedzeniami. Bóg objawiony w Piśmie to osoba dialogiczna, pochylająca się nad swoim stworzeniem, prowadząca ludzkość do pełni człowieczeństwa.
    Wiem. Temat można ciągnąć i pytać jak bardzo ludzkie jest Pismo, ile w nim człowieka i co z tego wynika. Nie będę tego robił. Ale chcę podkreślić, że fanatyzm w czytaniu Biblii wiedzie do absolutyzowania, ubóstwiania ludzkich elementów tekstu natchnionego. Jest to bardzo nagminne, trudne do uniknięcia i zawsze niebezpieczne.
    Z natury bowiem nie lubimy niedomówień i wolelibyśmy czytać Biblię fanatycznie, denerwuje nas ten Bóg przemawiający zagadkami, ukryty. Dlatego tak popularne są sekty, które znają odpowiedzi na każde pytania z ich jedynie słuszną interpretacją tekstu świętego.
  2. Kluczem interpretacji tekstu natchnionego, w perspektywie chrześcijańskiej, jest sam Chrystus.
    Drogi czytelniku mam nadzieję, że tego punktu nie muszę komentować. Nadmienię tylko, że moje osobiste zmaganie z tekstem Biblii raz po raz wraca mnie do tej zasady. Jeśli medytuję nad jakimś fragmentem i pierwotna jego interpretacja kłóci się z obrazem Jezusa, to znaczy że jest ona do niczego.

To co napisałem stanowi punkt wyjścia do dalszych rozważań: uzbrojeni w tę wiedzę możemy poruszać się w labiryncie tekstów unikając niektórych pułapek, pytając jeszcze raz o znaczenie tak często komentowanych passusów o kobietach. Dodam jeszcze, że niniejszy post jest refleksją typu meta nad sposobem w jakim wczytywałem się w to, co Biblia ma do powiedzenia o kobietach i nie uwzględnia wszystkich aspektów mojej metody.

Feminizm. Początki.

Zainspirowany blogiem loni postanowiłem podjąć temat na swoim podwórku.

Dziś chcę zacząć od genezy, czyli od Genesis, to tam bowiem należy szukać odpowiedzi na pytania o seksualną tożsamość, o kobiecość i męskość oraz ich uwikłania.

Jahwe sam odezwał się do mężczyzny, pytając: Gdzie jesteś? A on odpowiedział: Usłyszałem Twoje kroki w ogrodzie i przeraziłem się, bo jestem nagi. I dlatego się ukryłem. Rzekł Bóg: A któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może jadłeś owoce z drzewa, z którego nie wolno ci było jeść? Odpowiedział mężczyzna: To niewiasta, którą umieściłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa. I zjadłem. Wtedy rzekł Jahwe do niewiasty: Dlaczego to uczyniłaś? A niewiasta odpowiedziała: Wąż mnie skusił i dlatego zjadłam. Rzekł Jahwe do węża: Ponieważ się tego dopuściłeś, będziesz przeklęty wśród innych zwierząt, oswojonych i dzikich. Będziesz się czołgał na brzuchu, a pył ziemi będzie ci służył za pokarm przez wszystkie dni twojego życia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, między potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty ugodzisz je w piętę. Do niewiasty zaś powiedział: Będziesz musiała znosić wiele cierpień i trudy twojej brzemienności. W bólu będziesz rodziła potomstwo. Będziesz pożądała swego męża, a on będzie nad tobą panował. Do mężczyzny zaś [Bóg] powiedział: Tak więc usłuchałeś twojej żony i zjadłeś [owoc] z drzewa. o którym powiedziałem, że nie wolno ci z niego spożywać. Dlatego też z twojego powodu niech będzie przeklęta ziemia. Przez wszystkie dni twego życia będziesz się trudził, by dała ci pożywienie. Ona zaś będzie ci rodzić ciernie i osty, a ty przecież masz się żywić tym, co z niej wyrośnie. W pocie czoła będziesz się mozolił, aby zdobyć pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty. Z prochu bowiem jesteś i w proch się przemienisz. Mężczyzna nadał swojej żonie imię Ewa, ponieważ stała się matką wszystkiego, co żyje. Sporządził też Jahwe odzienie ze skóry dla mężczyzny i kobiety i tak okrył ich nagość

Od czasu Edenu kobieta przeczuwa, że życie w świecie męskiej dominacji nie było jej pisane. On będzie nad tobą panował – to stwierdzenie faktu, opisanie konsekwencji utraty raju. Rzecz jasna mamy tu do czynienia z patologią, chorobą i wypaczeniem. I tu do akcji wkracza feminizm: w tej perspektywie rodzi się on jako wyraz niezgody na utratę kobiecej tożsamości. Oczywiście jest to uproszczenie, ale otuchą napawa fakt, że w oczach Boga problem ten nie należy do gatunku małych, lecz najistotniejszych. Brak harmonii między światem kobiet i mężczyzn, ba istnienie świata w tych dwu przejawach, jest grzechem!

To be continued…