Oto jest kość z kości moich i ciało z mojego ciała! Ona zwać się będzie mężową, ponieważ z męża jest wzięta.
…
To ta Kobieta, którą mi dałeś, dała mi owoc z drzewa, a ja go zjadłem.
Ewa utraciła raj, a jej córki przyszły na świat poza pięknym ogrodem. Wygnane szukają swojej twarzy, pragną zatrzymać młodość… Od fatalnego upadku żyjemy na Wschód od Edenu – nie całkiem tam gdzie mieliśmy być. Obie płcie odczuwają to na swój sposób. Gdy Bóg stworzył Ewę, Adam nie mógł się opanować, żeby nie opiewać jej wierszem. Po upadku zaś próbuje obarczyć ją odpowiedzialnością za grzech.
Podobnie współczesne chrześcijaństwo pozbawiło kobietę jej chwały – jej piękna. Chwalenie kobiecego piękna nie jest popularne, za to wmówiono nam, że kobieta ma być skromna, pokorna, uległa i …nudna. Oczywiście, że to ona jest odpowiedzialna za grzech! Podobnie jak Adam męska część kościoła pragnąc ukryć swój grzech przerzuca odpowierdzialność na kobietę: to ona ma się skromnie nosić, by nie wystawiać porządnych mężczyzn na pokuszenie. To ona, kobieta którą mi dałeś…
Ona zaś chce się podobać, chce żeby na nią patrzono. Niestety kiedy się do tego zbliża zaczyna dokuczliwie odczuwać piętno nieczystości. Czy porządna (duchowa, dojrzała, …) chrześciajnka ma prawo się podobać? Czy może być seksowna? W kościołach ideał kobiety jest pozbawiony seksualnego piękna, fascynacji i tajemnicy. Kośiół wciska panie w długie kiece każe zakrywać ramiona i piętnuje podążanie za modą.
I tu, podobnie jak w poprzednich rozważaniach centrum odniesienia stanowi osoba Jezusa. Przy nim kobiety mogły i mogą być sobą. On nie miał problemów z własną seksualnością i potrafił wytrzymać chwałę kobiety, patrzeć na jej piękno bez porządania:
Pewien faryzeusz prosił Go kiedyś, by zasiadł wspólnie z nim do stołu. Wszedłszy tedy do domu faryzeusza, zasiadł do stołu. I oto pewna kobieta, znana w tej miejscowości ze swych grzechów, skoro się dowiedziała, że [Jezus] gości w domu faryzeusza, przyniosła w naczyniu alabastrowym wonny olejek, a potem, stanąwszy za Nim płacząc przy Jego stopach, zaczęła je obmywać łzami; potem wycierała je własnymi włosami, całowała i namaszczała olejkiem. A faryzeusz, który zaprosił Go, widząc to mówił sam do siebie: Gdyby On był prorokiem, to wiedziałby zapewne, kim i jaka jest ta kobieta, która Go dotyka; [wiedziałby] że jest grzesznicą. Jezus zaś rzekł do niego: Szymonie, mam ci coś do powiedzenia. A on na to: Mów, Nauczycielu! – pewien wierzyciel miał dwu dłużników: jeden był mu winien pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Ponieważ nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który kochał go za to więcej? Szymon odpowiadając rzekł: Sądzę, że ten, któremu darował więcej. I odrzekł Jezus: Słusznie osądziłeś. A zwróciwszy się w stronę kobiety, powiedział do Szymona: Widzisz tę kobietę? Gdy wszedłem do twego domu, nie podałeś Mi wody do nóg, a ona łzami obmyła Mi nogi i własnymi włosami je otarła. Ty Mi nie dałeś pocałunku, a ona, gdy tylko wszedłem, nie przestała całować Mi stóp. Nie namaściłeś Mi głowy [nawet] oliwą, a ona wonnym olejkiem namaściła moje stopy. Dlatego mówię ci: Są jej darowane liczne grzechy, bo okazała wielką miłość. Komu zaś mniej jest darowane, to znaczy, że zdobył się na mniejszą miłość. Do kobiety zaś powiedział: Odpuszczają ci się grzechy twoje. A ci, co siedzieli razem przy stole, poczęli mówić między sobą: Kimże On jest, że nawet grzechy odpuszcza? Tymczasem On powiedział do kobiety: Zbawiła cię wiara twoja, idź w pokoju.
Na potrzeby tego posta, główny sens i zastosowanie tego passusu pozostają poza moim zainteresowaniem. Intreresuje mnie jednak tło. Jezus i prostytutka. Mężczyzna i kobieta. Doskonały mężczyzna i upadła kobieta. Trzeba przyznać, że jest coś seksualnego w tym opisie. Ta, która namaszcza Chrystusowi stopy chce okazać mu miłość, jest jednak prostytutką, która zwykła zachowywać się nieprzyzwoicie. Jest ubarana jak prostytutka, jej zachowanie jest śmiało kobiece: namaszcza mu nogi, całuje go.
Prostytutki dobrze znają naturę męskiego upadku. Pomyśl jak musiały się przy Nim czuć: Nareszcie facet, który ich nie potępią, nie pożąda, ale o nie walczy i akceptuje ich kobiecość.
Biblijne prostytutki nosiły na sobie piętno. W omawianym tu przypadku odczuwamy to piętno (postawa faryzeusza), ale jest tam coś więcej, coś co pozwoliło tej kobiecie przejść ponad swoim społecznym uwarunkowaniem i dotrzeć do Jezusa. Czym różniła się prostytutka od porządnej kobiety? Nie należała do żadnego mężczyzny. Dlatego prostytutki mogły podróżować śladami Chrystusa. Dlatego wiele z nich go pokochało. Przy nim mogły być sobą, bo on zachowywał się jak należy: nie potępiał ich, nie porządał…
Kościół w obecnym jego kształcie przerażająco często narzuca kobietom niepisany zbiór zasad dotyczących przyzwoitości. Rzecz jasna owe zasady wyrastają ze środowiska męskiej dominacji podszytej lękiem i nie mają nic wspólnego z Bogiem. Jest to mocny dowód na istnienie w mężczyznach silnego uprzedzenia wobec kobiecej chwały. Mizoginia posiada przeróżne formy wyrazu. W środowiskach religijnych nie będzie się manifestowć stosowaniem przemocy wobec kobiet, lecz przybieże formę zakamuflowanej pobożności. Szczerze: nie potrafię wyobrazić sobie czegoś bardziej wstrętnego…
Piękno kobiety jest jej chwałą!
Problem polega na tym, że piękna kobieta jest zagrożeniem dla upadłego mężczyzny: obnaża jego słabość i wzbudza pożądanie. Tylko Jezus ma moc by pokonać uprzedzenie i objawić, że w przypadku kobiet świętość i piękno idą w parze.
Jeżeli kobieta jest obiektem fascynacji i pożądania to może to znaczyć, że albo jest bardzo daleko od swojej chwały, albo jest już naprawdę wolna. Różnica jest zarazem bardzo subtelna i zasadnicza.
Kobieta daleka od swojej chwały nie posiada siebie, nie jest sobą, a jej zachowanie może być nieprzyzwoite, wyuzdane.
Wolna kobieta odkryła siebie, wszystko co robi, jest naznaczone jej wyjątkowym pięknem. Kobieta wolna jest świadoma swojej seksualności, ale jej nie nadużywa.
To, co tu napisałem dotyczy kobiecego piękna, a nie wyuzdania. Oczywiście kategoria przyzwoitości jest szalenie ważna i nie twierdzę, że kobieta powinna zachowywać się nieprzyzwoicie. Powyższy tekst jest próbą przezwyciężenia świętoszkowatej definicji przyzwoitości, w nadziei na odnowienie kobiecego piękna i chwały.
Do kobiety namaszczającej stopy Jezusa trzeba jeszcze wrócić, ale to w innym poście…
I jeszcze jedno: Biblia daje nam głębokie objawienie świętego piękna. W Pieśni nad Pieśniami nie znajdziesz religijnej paplaniny, tylko odważne, zmysłowe piękno:
Całuj mnie pocałunkami ust twoich,
bo słodsza jest twoja miłość nad wino
…
Pociągnij mnie za sobą! Biegnijmy!
Wprowadź mnie, o królu do swojej komnaty;
Będziemy się cieszyć i radować tobą,
upajać się twoją miłością bardziej niż winem!