Feminizm w Biblii. Jezus i kobieta krwawiąca.

Pora zabrać się za temat. Na początek historia kobiety cierpiącej na upływ krwi. Podobnie jak wiele innych opowieści ewangelicznych, tak i ta relacja jest dobrze znana. Najczęstsza linia interpretacji zasadza się na podkreśleniu społeczno-religijnego statusu kobiety krwawiącej (Kapłańska 15). I choć jest to słuszny punkt wyjścia to nie jest on wystarczający…
Zwróćmy się do tekstu świętego:

Mateusza 9, 18-26

Gdy to do nich mówił, oto pewien przełożony [synagogi] przyszedł, złożył mu pokłon i rzekł: Córka moja dopiero co skonała, lecz pójdź, połóż na nią swą rękę, a ożyje. I wstał Jezus, i poszedł za nim wraz z uczniami swymi. A oto niewiasta, która od dwunastu lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się kraju szaty jego. Mówiła bowiem do siebie: Bylebym się tylko dotknęła szaty jego, będę uzdrowiona. A Jezus, obróciwszy się i ujrzawszy ją, rzekł: Ufaj, córko, wiara twoja uzdrowiła cię. I od tej chwili niewiasta była uzdrowiona. A gdy przyszedł Jezus do domu przełożonego i ujrzał flecistów oraz zgiełkliwy tłum, rzekł: Odejdźcie, bo nie umarła dziewczynka, lecz śpi. I naśmiewali się z niego. A gdy wygnano tłum, wszedł i ujął ją za rękę, i wstała dziewczynka. I rozeszła się wieść o tym po całej tamtej okolicy.

Marka 5, 21-43

A gdy się Jezus znowu przeprawił w łodzi na drugą stronę, zeszło się mnóstwo ludu do niego, a On był nad morzem. I przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair, a ujrzawszy go, przypadł mu do nóg. I błagał go usilnie, mówiąc: Córeczka moja kona, przyjdź, włóż na nią ręce, żeby odzyskała zdrowie i żyła. I poszedł z nim; i szedł za nim wielki tłum, i napierali na niego. A niewiasta, która od dwunastu lat miała krwotok i dużo ucierpiała od wielu lekarzy, i wydała wszystko, co miała, a nic jej nie pomogło, przeciwnie, raczej jej się pogorszyło, gdy usłyszała wieści o Jezusie, podeszła w tłumie z tyłu i dotknęła szaty jego, bo mówiła: Jeśli się dotknę choćby szaty jego, będę uzdrowiona. I zaraz ustał jej krwotok, i poczuła na ciele, że jest uleczona z tej dolegliwości. A Jezus poznawszy zaraz, że z niego moc uszła, zwrócił się do ludu i rzekł: Kto się dotknął szat moich? Na to rzekli mu uczniowie jego: Widzisz, że lud napiera na ciebie, a pytasz: Kto się mnie dotknął? I spojrzał wokoło, aby ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy owa niewiasta z bojaźnią i drżeniem, wiedząc, co się jej stało, przystąpiła, upadła przed nim i wyznała mu całą prawdę. A On jej rzekł: Córko, wiara twoja uzdrowiła cię, idź w pokoju i bądź uleczona z dolegliwości swojej. A gdy jeszcze mówił, nadeszli domownicy przełożonego synagogi i donieśli: Córka twoja umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Ale Jezus, usłyszawszy, co mówili, rzekł do przełożonego synagogi: Nie bój się, tylko wierz! I nie pozwolił nikomu iść z sobą, z wyjątkiem Piotra i Jakuba, i Jana, brata Jakuba. I przyszli do domu przełożonego synagogi, gdzie ujrzał zamieszanie i płaczących, i wielce zawodzących. A wszedłszy, rzekł im: Czemu czynicie zgiełk i płaczecie? Dziecię nie umarło, ale śpi. I wyśmiali go. Ale On, usunąwszy wszystkich, wziął z sobą ojca i matkę dziecięcia i tych, którzy z nim byli, i wszedł tam, gdzie leżało dziecię. I ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł jej: Talita kumi! Co znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań. I zaraz dziewczynka wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I wpadli w wielkie osłupienie i zachwyt. I przykazał im usilnie, aby się o tym nikt nie dowiedział. I powiedział, aby jej dano jeść.

Łukasza 8, 40-56

A gdy Jezus powrócił, przyjął go lud; wszyscy go bowiem oczekiwali. A oto przyszedł mąż, imieniem Jair, który był przełożonym synagogi, i padł do nóg Jezusa, i prosił go, aby wstąpił do jego domu, gdyż miał córkę, jedynaczkę, w wieku około dwunastu lat, a ta umierała. A gdy On szedł, tłumy cisnęły się do niego. A niewiasta, która miała krwotok od dwunastu lat i na lekarzy wydała całe swoje mienie, a nikt nie mógł jej uleczyć, podszedłszy z tyłu, dotknęła się kraju szaty jego, i natychmiast ustał jej krwotok. I rzekł Jezus: Kto się mnie dotknął? A gdy wszyscy się zapierali, rzekł Piotr: Mistrzu, tłumy cisną się do ciebie i tłoczą. Jezus zaś rzekł: Dotknął się mnie ktoś; poczułem bowiem, że moc wyszła ze mnie. A niewiasta, spostrzegłszy, że się nie może ukryć, podeszła z drżeniem i padłszy przed nim, oznajmiła przed całym ludem, z jakiego powodu się go dotknęła i jak natychmiast została uleczona. On zaś rzekł do niej: Córko, wiara twoja uzdrowiła cię, idź w pokoju. Gdy On jeszcze mówił, nadszedł ktoś od przełożonego synagogi, mówiąc: Umarła córka twoja, nie trudź już Nauczyciela. Jezus zaś, usłyszawszy to, odpowiedział mu: Nie bój się, tylko wierz, a będzie uzdrowiona. A przyszedłszy przed dom, nie pozwolił nikomu wejść z sobą, tylko Piotrowi, Janowi i Jakubowi, i ojcu, i matce dziecka. A wszyscy płakali i żałowali jej. On zaś rzekł: Nie płaczcie, nie umarła, lecz śpi. I wyśmiewali go, bo wiedzieli, że umarła. On zaś, ująwszy ją za rękę, zawołał głośno: Dziewczynko, wstań. I powrócił duch jej, i zaraz wstała, a On polecił, aby jej dano jeść. I wpadli w osłupienie jej rodzice; On zaś przykazał im, by nikomu nie mówili o tym, co się stało.

Jezus jest w drodze do domu Jaira, którego córeczka ciężko choruje. Całość interesującej nas narracji jest niejako wstawką do opisu wskrzeszenia dziewczynki.

Trzeba zaznaczyć, że natchnienie biblijne obejmuje też formę teksu, a nie tylko treść. Innymi słowy nie tylko to, co jest napisane, ale jak jest napisane. Postuluję, że historia kobiety krwawiącej jest jedną z kluczowych myśli Pisma jeśli chodzi o temat godności kobiety. Dlaczego tak ważka kwestia jest wciśnięta w doniesienie o wskrzeszeniu? Dotykamy tutaj czegoś szalenie istotnego, jesteśmy blisko Boga i objawienia jego serca. Nie należy tego traktować lekko. Być chrześcijaninem znaczy mieć pasję i pragnienie poznania Ojca. Możemy czuć pokusę żeby pójść z tematem dalej, ale…

Bóg chce się znami spotkać. Tu, teraz. Zachęcam Cię czytelniku do medytacji nad tą prawdą: Bóg chce teraz mówić do Ciebie. Jeśli to czujesz, oderwij się od czytania i skup się na Nim. On nie przychodzi w płomieniu, wichrze, trzęsieniu ziemi. Jego głos to łagodny powiew (1 Król 19, 11-13). Jego chwałą jest skrytość (Przy 25, 2; Mt 6, 1-6)…

Tak, Bóg ukrywa swoje skarby i sprawia, że ci którzy je znajdują są uszlachetniani przez prosces poszukiwania. Prawda o kobietach jest ukryta w świętym tekście. Jezus spotyka kobietę krwawiącą, odrzuconą, religijnie nieczystą, nikt nie mógł jej uleczyć. W tym miejscu powiem coś, arbitralnego bez odwoływania się do metody: Droga czytelniczko to ty jesteś tą kobietą. Masz zawsze pod górkę. Twoja droga jest zawsze trudniejsza. Szukasz siebie, próbujesz się odnaleźć w świecie męskiej dominacji. Jaka jest prawda o tobie? Czy chcesz ją usłyszeć? Czy szukasz wolności?

Kobieta krwawiąca wie, że krwawi. Nie godzi się z tą sytuacją. Walczy. Wydaje wszystkie swoje pieniądze. W końcu w tłumie jej wzrok pada na Niego: Jezus jest inny, On może ją uleczyć. Kobieta podchodzi do Niego z tyłu, nie chce być zauważona, tak bardzo przywykła do życia w odrzuceniu. Dotyka się jego szaty…

Wolność kosztuje. Nie jesteśmy na nią gotowi jeśli nie poświęcimy dla niej wszystkiego. Wolność przychodzi tylko przez osobisty kontakt z Jezusem. Jeśli chcesz być wolna musisz przezwyciężyć odrzucenie, poczucie niskiej wartości. Podejść do Jezusa w tłumie religijnych gapiów, którzy będą cię sądzić. W żadnym wypadku nie patrz na ich twarze, patrz na Niego! Jeśli to zrobisz czeka cię jeszcze jedna próba: Jaki On jest? Czy potraktuje cię tak jak inni? Musisz podjąć ryzyko ostatecznego odrzucenia. W głebi wiesz, że jeśli On Cię odrzuci to będzie koniec. W tym momencie ścierać się będą w Tobie wszelkie stereotypy dotczące Boga z prawdą o Nim.

Jaką wolność oferuje Ci Bóg? Myślę, że jest to niezmiernie ważne. Uwolnienie, które dostaniesz od Jezusa jest inne niż to, którego poszukujesz. Jest bardziej cudowne i bardziej przerażające. Popatrzmy:

natychmiast ustał jej krwotok – zmiana nastąpi od razu. Będzie permanentna, ale…

I rzekł Jezus: Kto się mnie dotknął? – Jezus nie pozwoli Ci pozostać w ukryciu, bedziesz musiała się przyznać do swojego nowego życia. I prawdopodobnie dla religijnego tłumu nadal pozostaniesz niecztstą. Ale to nie będzie mieć znaczenia wiara twoja uzdrowi Cię, a miłość która zostanie w twoim sercu będzie Cię popychać w stronę coraz bardziej desperackich aktów – zostaniesz Jego, nadal będziesz krwawić, ale to bedzie już nowa jakość.

Feminizm w Biblii. O metodzie raz jeszcze…

Po poprzednim poście miałem przejść do konkretów, ale wątek metodologiczny mi się nie zamknął. Przyznaję się do ignorancji: moja refleksja rodzi się niejako “obok” ogólnie dyskutowanego problemu. Nie czytam forów feministycznych, blogów (z wyjątkiem loni). Moje zainteresowanie tematem wynika z osobistego duchowego rozwoju, a mówienie o feminizmie jest dla mnie wtórne (okazuje się bowiem, że sprawa kobiet jest głośna, dyskutowana i umieszczona pod sztandarem feminizm). Termin ten podoba mi się, bo niesie w sobie myśl o walce w obronie godności kobiety, pokazuje, że coś jest nie tak. Z tego samego powodu nie jest on do końca adekwatny: sugeruje niejako, iż naruszona jest li i jedynie godność kobiety, że to kobiety głównie o cośtam walczą.

Poza tym podchodząc do zagadnienia z perspektywy wiary rezygnuję z obiektywności, albo raczej z pewnego rodzaju intersubiektywności. To znaczy postuluję istnienie wiedzy, która zdobywana dzięki wierze jest subiektywna (moja), jest to poznanie-wiary, które wymyka się naukowości. Piszę o tym, żeby od razu zastrzec sobie prawo do nietłumaczenia się skąd wziąłem pewne wątki.

Biblię obieram jako źródło moich rozpraw i to z niej spróbuję wyczytać to, co będę tu przedstawiał. Całemu mojemu pisaniu będzie towarzyszyć założenie o jej natchnieniu oraz o specyficznej kondycji duchowej wymaganej od potencjalnego czytelnika tekstu świętego. Biblia jest bowiem cudowną księgą – mimo, że sztab naukowców rozdziera ją na czynniki pierwsze ona, jakby posiadając swój intelekt, bada czytelników i decyduje czy się “otworzyć”. Jest to bardzo bezpieczne, bo choć wiedza-wiary jest zawsze dawana na zasadzie łaski (nie możesz sobie na nią zasłużyć, nie jesteś lepszy jeśli ją masz) i objawienia (Boskiego olśnienia), to Boskie jej pochodzenie uszlachetnia poszukiwacza i domaga się od niego świętości…

Tutaj mała dygresja: kiedy wyjrzałem na świat i poczytałem sobie np. lonię byłem zdziwiony, że zgadzam się z całą masą jej uwag i spostrzerzeń. Nie neguję dociekań zdrowego rozsądku czy nauki, ale świadomie wybieram inną perspektywę.

Natomiast poznanie naukowe może, ale nie musi dotykać duchowej kondycji badacza i to mnie niepokoi. Boli mnie gmeranie w tak delikatnej materii przez ludzi rozdartych raną nieprzebaczenia. Boję się, że rzeczowa, merytoryczna polemika niewiele zmieni. Jeśli chodzi o sprawy dotyczące serca wolę je powierzyć Ekspertowi. Lonia podejmując temat dziwi się lękowi, który mu towarzyszy w kręgach kościelnych. I cóż powiedzieć? Trzeba wyraźnie nazwać grzech podziału, trzeba się przyznać: tak ja jako facet jestem też odpowiedzialny za ból kobiet. Wyznanie grzechów i pokuta otwierają na prawdę, która wyzwala i w konsekwencji daje autorytet do uzdrawiania innych. To stara zasada: śmierć niesie śmierć, co narodziło się z ciała ciałem pozostaje, Duch niesie życie i prawdę, a Chrystus przyszedł i umarł za nas, bo nie było dla nas nadziei, bo sami nie możemy się ocalić, bo na własną rękę nie odkręcimy edenowego upadku…

I znów: nie znaczy, że lata, w których ruch feministyczny działał nic nie dały, nie znaczy, że kwestionuję wyzwolenie, które przeżyły kobiety poza kościołem. Chodzi mi raczej o to, że nadszedł czas na to, żeby kościół zaczął wieść prym w misji wyzwalania jeńców, burzenia warowni (tak warowni – charyzmatyk ze mnie wychodzi) i głoszenia dobrej nowiny. Na koniec sugeruję medytację nad starożytną modlitwą:

Ojcze nasz, któryś jest w niebie, niech się święci Twoje Imię, niech przyjdzie Twoje królestwo, niech spełnia się Twoja wola na ziemi, tak jak w niebie…

Nadchodzi czas, w którym panowanie Boga na ziemi zmiecie i usunie cały nasz brud. Jesteśmy powołani do tego, żeby proroczo uobecniać atmosferę Królestwa Boga tam gdzie jesteśmy, żeby wstawienniczo nie zgadzać się na zło, żeby wołać: przyjdź Panie Jezu!