Feminizm w Biblii. Warsztat i metoda.

W poprzednim poście pisałem, że powód, dla którego istnieje ruch feministyczny jest istotny i przynależy do spraw, o których traktuje Biblia.

Tu należy przerwać i pochylić się nieco nad Pismem Świętym oraz tym czym ono jest (i czym nie jest). Świadomy jestem, że podejmując ten temat wchodzę w obszary, w których rwie się ortodoksja, w których fundamentalistyczne podejście do Słowa owocuje lękliwymi koncepcjami Boga.

Nie chcąc utknąć w tematyce natchnienia Pisma, jest to bowiem odrębny temat, pragnę zaznaczyć tylko dwie rzeczy (istotne przy zmaganiu się z zagadnieniem godności kobiety i mężczyzny):

  1. Powstanie Biblii to fenomen Bosko-ludzki.
    Duch Święty pracując w sercach oddanych mu ludzi pobudzał ich do pisania, ale przy tym ich nie gwałcił. Co przez to rozumiem? Natchnieni pisarze pisali swoim językiem, pozostając w swoich kulturowych granicach z ich bogactwem, ograniczeniami i uprzedzeniami. Bóg objawiony w Piśmie to osoba dialogiczna, pochylająca się nad swoim stworzeniem, prowadząca ludzkość do pełni człowieczeństwa.
    Wiem. Temat można ciągnąć i pytać jak bardzo ludzkie jest Pismo, ile w nim człowieka i co z tego wynika. Nie będę tego robił. Ale chcę podkreślić, że fanatyzm w czytaniu Biblii wiedzie do absolutyzowania, ubóstwiania ludzkich elementów tekstu natchnionego. Jest to bardzo nagminne, trudne do uniknięcia i zawsze niebezpieczne.
    Z natury bowiem nie lubimy niedomówień i wolelibyśmy czytać Biblię fanatycznie, denerwuje nas ten Bóg przemawiający zagadkami, ukryty. Dlatego tak popularne są sekty, które znają odpowiedzi na każde pytania z ich jedynie słuszną interpretacją tekstu świętego.
  2. Kluczem interpretacji tekstu natchnionego, w perspektywie chrześcijańskiej, jest sam Chrystus.
    Drogi czytelniku mam nadzieję, że tego punktu nie muszę komentować. Nadmienię tylko, że moje osobiste zmaganie z tekstem Biblii raz po raz wraca mnie do tej zasady. Jeśli medytuję nad jakimś fragmentem i pierwotna jego interpretacja kłóci się z obrazem Jezusa, to znaczy że jest ona do niczego.

To co napisałem stanowi punkt wyjścia do dalszych rozważań: uzbrojeni w tę wiedzę możemy poruszać się w labiryncie tekstów unikając niektórych pułapek, pytając jeszcze raz o znaczenie tak często komentowanych passusów o kobietach. Dodam jeszcze, że niniejszy post jest refleksją typu meta nad sposobem w jakim wczytywałem się w to, co Biblia ma do powiedzenia o kobietach i nie uwzględnia wszystkich aspektów mojej metody.

Jedna odpowiedź do “Feminizm w Biblii. Warsztat i metoda.”

  1. popielaty Says:

    No i teolog nam się z prawdziwego zdarzenia pojawił. Teraz to już o feminizmie w stereo będzie i pojawia się szansa jakiegoś bardziej kompleksowego ujęcia kwestii.

    btw – puść loni komentarz z kolejki to dalej już będzie z górki.


Dodaj komentarz